to piszę ja - mama totalna, feminizująca żona, selektywna pani domu, dziennikarka, copywriterka, niezmordowana poszukiwaczka złotego środka - niemal zawsze i prawie wszędzie.
wtorek, 10 stycznia 2012
środa, 04 stycznia 2012

Obejrzałam wczoraj - jakoś nie było mi przez lata po drodze - "Plac Zbawiciela". Jestem wstrząśnięta. I fabułą, i grą aktorską, i refleksjami, ale i świadomością, że takie rzeczy dzieją się naprawdę.

Pracuję dzielnie, czytając mądrości i rozkminiając psychikę siedmiolatków. Odkryłam też urok książek bez okładek (a raczej z okładkami o dziewiczej bieli), czyli egzemplarzy recenzenckich, które jeszcze nie ukazały się drukiem. Czy ja już kiedyś wspominałam, że kocham swoją robotę?

Zakochałam się. Wpadłam na fragment książki "Obsoletki" Justyny Bargielskiej. Potem pomyślałam, że proza, którą tworzą poetki (ach, Anna Janko) jest po prostu nieziemska. A potem umarłam z zazdrości.

Poza tym dziękuję, u nas znakomicie. Tylko wieje, śniegu nie ma, a my niebawem wybieramy się w polskie góry. I naprawdę wierzę w to, że - choć to będą ferie - nie utkniemy pod Zakopanem.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 367
babyboom. Szczęśliwa rodzina, spokojna ciąża, uśmiechnięte dzieci, zadowoleni rodzice, łatwiejsze wychowanie. Blisko. Zawsze. PustaMiska - akcja charytatywna