|
poniedziałek, 08 lutego 2010
B. poszedł odpocząć do pracy. My siedzimy we troje w domu - do końca tygodnia w izolacji. Nie jest najgorzej. Niestety po tym, jak moje dzieci bawiły się zgodnie przez cały weekend (telewizor był włączany tylko na okoliczność wieczorynki!), Oliwii od dzisiejszego poranka włączył się poirytowany ton szczekatych wypowiedzi w kierunku brata. W wersji nie do opanowania. Zatem na miesięcznej tablicy serduszek i trójkątów, wylądował trójkąt, a dziewczę siedzi za karę samo w pokoju. Coś czuję, że będzie dziś szło na ostro. Skąd w niej to? Przecież ta dziewczynka w chwilach, kiedy nie jest toksycznym bluszczem, potrafi być słodka, miła, rezolutna. Mam dwie córki w jednej. Ta druga ma na imię Patrycja, jak jedna z przedszkolnych koleżanek, mały wredny babiszon (jest ich niestety więcej, stanowią 1/3 żeńskiej części grupy. Agresywne i nieprzysiadalne małe jędze). Zatem siedzimy w domu. Zaczęło się od jednego pryszcza na czole. Dziś Oliwia wygląda jak rozgwieżdżone niebo - ma ospę. Wysypało ją strasznie, wszystkich krostek nie zliczę. Buzia jak u biedronki, brzuch i plecy to masssakra. Na szczęście większość z tych zmian to małe, czerwone punkciki. Radosnych, ospowych wulkanów ma chyba trzy.Do przeżycia. Myślałam, że będzie gorzej. Zwłaszcza, że ja swój epizod ospowy na swędząco wspominam do dziś. Może to i racja, ze im dziecko młodsze, tym łagodniej przechodzi chorobę? Filipa na razie nic nie rusza, ale prawdopodobnie to kwestia czasu. Choruje etapami całe przedszkole. *** ![]() czym zajmuje się F. ![]() synku, uśmiechnij się do zdjęcia ![]() nie mogłam się powstrzymać kolaży ze zdjęć z wczorajszej sesji mej przeuroczej siostry ![]()
sobota, 06 lutego 2010
Myśl o zbliżającej się wiośnie budzi we mnie wielki, wielki entuzjazm. Naprawdę nie mogę doczekać się tej świeżości, zuchwałego słońca, nieśmiałych pączków na drzewach, maskującej trawy. Na starość doceniam nawet radosne ptasie trele. Tak na marginesie, nie uważacie, że wiosna byłaby o niebo sensowniejszym początkiem roku? 1 marca - Nowy Rok. Logiczne. Tymczasem patrze przez okno i co widzę? Plucha, chaos na placu budowy i eklektyczne budowle: góry piachu, resztek śniegu i obnażone, psie kupy - nie, no nic mi się nie chce. W domu: kończy się pranie, dzieciaki budują zagrodę dla żyrafy, a ja przeciągam się sennie. B. pracoholizuje się na zewnątrz, babcia A. z ciocią K. szaleją na szopingu. Pies śpi. Chyba coś przeczytam.
wtorek, 02 lutego 2010
Właśnie ulokowałam w albumach (tych off-line) 665 zdjęć, które dziś przysłano mi z Allegro. Wybaczcie, wymiękam.
niedziela, 31 stycznia 2010
Byliśmy dziś na sankach. Świeciło słońce, było tak bardzo biało i ... wiosennie. Ale to ostatnie to chyba tylko moja korba. Zjeżdżaliśmy do połamania sanek, mokrych majtek i kolek ze śmiechu. Było świetnie! Czasem z nas to wychodzi: my - domatorzy, życiowi emeryci, leniuchy i kanapowce, mamy extreme we krwi, chacha. Filip rozbujał się werbalnie, nawija i nawija. Laja stała się dziś Mają, ser serem, a plaplam - lafam. Tak, ja wiem, że mama trzylatka nie powinna się podniecać takimi wyczynami, ale mam to w nosie, co powinnam. Chacham się i delektuję, i wymieniam z mężem porozumiewawcze spojrzenia i dumne wzroki, kiedy z tych słowotoków naszego małego ekscentryka wyłapujemy nowe kwiatki. A Oliwia znów mnie zaskoczyła. Kiedy tak rozmyślałam nad postacią mej córki, delektując się swym nowym odkryciem - białą herbatą z mandarynką, doszłam do wniosku, że ona od początku była dla mnie zaskoczeniem. Jest taka ... inna, niż myślałam, ze będzie. Nie, żeby mnie w jakimś stopniu rozczarowała, nie. Widzę w niej też część siebie, spora część "obcego" (nie mam tu na mysli B., hehe), zaskakuje mnie, że tak bez skrępowaia manifestuje też to, co ja skrywałam, a może nie miałam szansy/możliwości/odwagi pokazać. Natchnęła mnie do tych rozmyślań rozmowa z jej wychowawczynią w przedszkolu. Rozmawiałyśmy o Oliwii, o jej mocnym charakterze, o indywidualizmie, o zachowaniach, które czasem wywołują wrażenie, ze ta mała dziewczynka to nastolatka, zamknięta w ciele dziecka. O tym, jak ma swoje zdanie, swoje "swoje", a jednocześnie wie, jak zwieść osobę dorosłą, dać jej to, czego się od niej oczekuje. Że potrafi z mimiki rozmówcy odczytać nastrój drugiej osoby. Że jest wrażliwa. Najlepsze jest to, ze Oliwia jest otwarta. Ma w przedszkolu dwóch adoratorów (Antek, z tobą się nie ożenię, daj spokój, ty jesteś zbyt zwariowany). Konrad kocha się w niej na zabój, ona obiecała się z nim ożenić, raniac tym samym serce Bartka. Bez skrępowania przytula dwóch kolegów, daje im buziaki. Dla niej to takie zwyczajne, dorośli inaczej na to patrzą. Czujecie, ze interweniowała wychowawczyni? Bo taka miłość rozkwitła (chyba z Konradem, nie dopytałam)! Niby zabawne, ale kurczę, z jednej strony fajnie, ze moja córka jest otwarta, nie jest nieśmiałą, dzika czy coś w tym stylu; ale z drugiej ... to ja jej powiedziałam, ze buziaki w poliki i przytulanki kolegów to nic złego. Tymczasem to chyba nie do końca bezpieczne, w wymiarze społecznym jest. Czujecie dylemat? Inny temat. Ogólnie nie mam zastrzeżeń do Oliwii. To fajne dziecko. Mogłabym ewentualnie dociskać ją, by przerobić na swoją modłę, ale jakby mi na tym nie zależy. Szanuję ją i jej usposobienie. Jednego znieść nie mogę: chamskich odzywek do brata, może nie tyle w przekazie, co w formie. Osoby, od których mogłaby załapać ten poirytowany ton widujemy zbyt rzadko, by mogła trwale te manierę nabyć. My, nawet jeśli coś w ten deseń powiemy, robimy to niezbyt często i tylko w sytuacjach uzasadnionych, przynajmniej z naszego punktu widzenia. Ona co ochnaste słowo musztruje Filipa, "terroryzuje" , traktuje jak psiaka. Tłumaczyliśmy, gęgaliśmy i co tylko. Dziś powstała tabela na "braciakowe serduszka i trójkąciki". Jej funkcję przejął kalendarz z Krecikiem. Za każdą sytuację, która tonem wypowiedzi godzi w brata - stawiamy trójkąt. Za fajne traktowanie, wspólne zabawy - serduszko. Co jakiś czas oczywiscie, bo w sumie bawią się dużo razem. Od przedpołudnia Oliwia nie odezwała się do Filipa źle nawet raz! Nawet cwierć raza, choć liczyliśmy się z tym, że będą ze 2 ostrzeżenia. Nic. Zarobiła przy okazji 3 serca. Zdębiałam. Dlaczego? Bo nie przypuszczałam, że ona to tak może kontrolować! Sądziłam, ze to nawyk jakiś nie do wykorzenienia. Ze to ufo, temperament, nieprzysiadalny gen. Dziwna sytuacja, naprawdę. To ja na teraz tyle. Lewo zipię. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() poznają Państwo? to ja i O. ![]() a to pan domu ![]() ![]() ![]() koniec
piątek, 29 stycznia 2010
Oliwia wczoraj straciła pierwszego zęba, dolną jedynkę. Ruszał się jej od kilku dni, a to głównie dzięki wysiłkom, jakie moje dzieci wkładało w "rozruszanie go". I stało się faktem, "leżałam sobie w przedszkolu i marzyłam, kiedy nagle zaatakowała mnie kołdra - chciałam się tylko odwrócić. A potem to już tylko pilnowałam zęba". Relacja z pierwszej ręki. A może raczej ust. Wróżka Zębuszka przyniosła Oliwii 10 zł. Co za czasy. ![]() |
Zakładki:
skargi i wnioski
i TY możesz POMÓC
współpraca stała - Babyboom
pisane po fajrancie
Alter ego
Biegam tędy
Linkownia
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||