to piszę ja - mama totalna, feminizująca żona, selektywna pani domu, dziennikarka, copywriterka, niezmordowana poszukiwaczka złotego środka - niemal zawsze i prawie wszędzie.
czwartek, 17 maja 2012

Oliwia i Filip bawią się, chyba ludzikami Lego. Odgrywane są scenki sytuacyjne, z pogranicza świata realnego i fantazji.

- O nie Filip, nie będziesz się rządził i mi rozkazywał! - w pewnej chwili unosi się Oliwia. - Nie możesz być taki jak ja, pięcioletni chłopczyku!

Ona ma naprawdę fantastyczny ogląd sytuacji i samoświadomość.

***

Filip budzi się rano, zaczyna płakać, pędem biegnie do swoich zabawek. Zdążyliśmy się już z B. zaniepokoić. Słyszymy westchnienie. - Ufff. Jest ok. Śniło mi się, że zgubiłem żółtą głowę od czerwonego Ninjago (to taka postać Lego).

***

- Chciałabym kiedyś zobaczyć Japonię - wzdycha Oliwia.

- A ja - być ptakiem i oblecieć caaały świat - dodaje Filip.

- A ja chciałabym mieć półkę na książki. Ale nie, to zrobi B. Przydałoby mi się więc wygrać w Totolotka. Tak ze sto tysięcy. Chociaż jak już wygrywać... Myślę, że dwa miliony byłyby w sam raz.

Jak marzyć, to na maxa.

***

U Filipa, wychowawczynie w przedszkolu, dopatrzyły się zdolności konstrukcyjnych. Fakt - mój syn jest dość cierpliwy i precyzyjny. Oliwia - choć w duszy jest performerką - świetnie sobie radzi z matematyką, głównie z zadaniami, które samą swą grafiką rodzą w mojej głowie chaos. Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, ze traktuje je jako wyzwanie, które wymaga uwagi. A gdzie - przepraszam - podziały się moje geny w tym zakresie?

Czytać - nie lubią (Oliwia za to kocha biblioteki). Filip do pisania się nie garnie (ja naprawdę nie wiem, co to jest za pomysł, żeby on, dziecko z rocznika 2006, fakt, ze z grudnia, miał iść od września do szkoły! On do starszaków się ledwo nadaje), a Oliwia pisze od dawna. Ale...

Oliwia od lat pisze pamiętniki i inne historie. Nauczyła się pisać tak, jak słyszy, i literami drukowanymi produkowała elaboraty. Trudno jest ją tego oduczyć. O ile przeszła na litery pisane, o tyle wciąż funkcjonują w niej już zakodowane słowa, więc jedzie kluczem: OŁ zamiast ą, SI zamiast ś albo odwrotnie, o ch zamiast h czy u zamiast ó nie wspomnę (no ale ortografy ma prawo). Najbardziej jednak niepokoi mnie fakt, że to samo dzieje się z przepisywaniem - to chyba jest czynność, przy której się wyłącza. Moja córka nie wysila się na skupienie, nie patrzy, i zamiast przepisywać, uskutecznia twórczość własną: moje hity to PRZEPISYWANE talętuf i źrudęko. Masakra to jakaś jest. Albo chusita na chusitawce.

***

Moja siostra pracuje "w usługach". Przychodzi do niej pani z córką - i całą akcja, w skrócie, rozgrywa się tak:- Mamo, zobacz, jak ta pani jest podobna do mamy Oliwii z basenu! W szoku byłyśmy, jaki ten świat mały, a my - siostry, pomiędzy którymi jest różnica wieku na poziomie dekady - do siebie podobne! Śmieszne.

wtorek, 15 maja 2012

W domu mam dwa prawdziwe obrazy, każdy w sechletniej ramie - wystruganej, zdaje się, z jakiejś starej chaty. Kilka miesięcy temu jedna z nich ożyła - jęła miarowo tykać. Nieśmiałe to z początku były podrygi i ciche. Nie to, co dziś!

Żartowałam, że zaczęło jej bić serce. Niestety - jak to w życiu bywa - rozwiązanie zagadki było banalne i przyziemne na całej linii. Sprawcą zamieszania jest kornik. Coraz bardziej chrobotliwy to gość. W szale zakupiłam nawet na niego środek zabójczy, ale potem zapał mi ostygł - do dziś go nie użyliśmy. Sądząc po odgłosach dochodzących z ramy (które dziś są wyjątkowo dokuczliwe), naszemu gościowi smakuje nawet bejcowane drewno. Jednocześnie mam obawy, że on za chwilę, jeśli nic z tym nie zrobimy, osiągnie takie rozmiary, że wreszcie wyjdzie stamtąd i naprawdę z nami zamieszka.

***

W niedzielę zachwyciłam się Oliwią. "Pięknie pływałaś, córeczko" - mówię do niej. A ona, zamiast się zachwycić zachwytem, rzecze tak. "Ale ty nie mówisz mi tego mamo tak, jak inni rodzice? Na przykład tata tej Oli? Bo ona nie pływa dobrze, a on jej mówi, że jest najlepsza i pływa świetnie. Nie można robić takich rzeczy, bo dziecko wtedy myśli, że jest najlepsze, a nie jest. Myśli, że pływa super, więc się nie stara i niczego się nie uczy. To jest miłe kłamstwo, ale tak naprawdę robi krzywdę". Zamilkłam, potem zapewniłam, że nie ściemniam, po czym zaczęłam się zastanawiać, ile ta moja córka ma właściwie lat i czy ja przypadkiem czegoś nie przeoczyłam. Mądra z niej laska.

***

A tak na marginesie, to jeśli macie ochotę na spojrzenie na życie okiem fajnej laski, przejdźcie się do Toandfro. Fantastyczna notatka o Koko, Kwakwa i Euro. Ja z nimi też tak mam.

poniedziałek, 14 maja 2012

Śmiać mi się chce, bo kiedy wszyscy wkoło jęczą, że zaraz poniedziałek, czas do roboty i takie tam, ja zacieram ręce, bowiem nadchodzi dobry czas, by odpocząć po weekendzie, hehe. A ten był wyjątkowo szalony. Niby czytałam (K.Enerlich), nawet obejrzałam "Odważną" z Jodie Foster, ale naganiałam się i wyeksploatowałam znacznie. Nagadałam się też - ale jakbym miała opisać, o czym, to nie wiedziałabym nawet, od czego zacząć. Bo ja nadaję jak maszynka. Tylko jakoś sił na stukanie w klawisze, w trybie prywatnym, jakoś mi brak.

sobota, 05 maja 2012

Aaaaale się rozleniwiłam! Nawet czytanie idzie mi jakoś opornie. Za to wylegiwanie się na ławkach, huśtawkach, tarasach, pomostach i innych powierzchniach płaskich, zagubionych w pięknie mazurskiej przyrody, wychodzi mi - cóż - niebanalnie.

Wieczór zaś spędziliśmy na rybach - nie jedząc, a łowiąc. Dziś na fali był Filip - to on, chyba dlatego, ze nagle czuje się taaaki dorosły (i sam kupuje np. wejściówki na trampolinę, gdzie jeszcze chwilę temu...) wyciągał dorodne okonie. Brawo synu. Nam - Oliwii i mamie - lepiej wychodziło lansowanie się na pomoście, w buszu na końcu świata.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 195
babyboom. Szczęśliwa rodzina, spokojna ciąża, uśmiechnięte dzieci, zadowoleni rodzice, łatwiejsze wychowanie. Blisko. Zawsze. PustaMiska - akcja charytatywna